6 lat podstawówki, 3 lata gimnazjum i następne 3 liceum i jakby ktoś dał mi w mordę… Po co te 12 lat i stron tysiące jak mogę teraz dzięki nim co najwyżej ogóry wykładać na półkę w markecie. Co teraz zrobić się pytam? Na korespondencyjny kurs spawacza się zapisać i spierdalać do Irlandii? Czy dziadując, Chapie wodą z kranu zapijając, iść na studia żeby przejebać następne 3 do 5 lat (wersja optymistyczna) bo polski prywaciarz mając do wyboru licealistę albo studenta na posadę pomywacza sracza zawsze wybierze tego drugiego. “Nie dla nas kwitnie ananas” jak mawia przysłowie.

Ale zanim zaczniemy wybierać sobie wygodny karton z meblowego sklepu przyjdzie czas żeby się rozliczyć z maturą – a rzecz to dziwna i tajemnicza, wbrew pozorom wymagająca wielkiej wiedzy nie tylko z zakresu zdawanych przedmiotów ale także innych dziedzin nauki, jak choćby psychologii. Bo kto inny jak nie psychologii student stwierdzi, na teście czytania ze zrozumieniem, dlaczego Joanna nie chciała wstać z łóżka – czy zmęczona całonocnym dupczeniem a może leniwa gnojnica? i czy wchodzące do baru dziewczę głód za dupę ściskał czy też ochota na jakieś frykasy a czy facet co portfel zostawił w innych gaciorach – ów portfel przejebał czy po prostu go nie wziął. Fizjologom się nie śniły takie dylematy.
I śmieje się nasz ród inteligencki z amerykańskiego kiczu i ciemnoty…

…a Amerykanin się śmieje z biednego Polaczka kiedy za swoją niewiedzę ładuje 20$ co godzinę do swego portfela a Polakowi dupa odmarza na parkingu w Tesco jak się bawi w bodyguarda za 3zł/godzina.