Na szkolnym holu widnieje dumny napis “o wartości narodu świadczy jego historia“, dobrze że nie teraźniejszość bo byłby wart nie za wiele.
Miło się słucha o tym jak niegdyś za jaja trzymaliśmy Turków czy Niemców, antemurale christianitatis – przedmurze chrześcijaństwa, które z walecznością godną filmowych 300 Spartan przez 4 tygodnie zmagało się z liczniejszymi wojskami tureckiego Osmana pod Chocimiem czy w końcu nasza, największa w średniowieczu bitwa – pod Grunwaldem, gdzie polskiej potędze uległ najznamienitszy średniowieczny zakon rycerski – Krzyżacy. Mnożyć by można nasze historyczne akty męstwa i odwagi – nasze sukcesy i zwycięstwa, jednak ich blask co raz bardziej przyćmiewa porażka teraźniejszości…
Madness? This is… Poland!
W którym miejscu popełniliśmy błąd, że dziś dwie kaczki dzielą między siebie Polskę jak Stalin i Hitler?
Dlaczego naród obsadza w rządzie ludzi, którzy podejmują za niego decyzje a nie przedstawicieli, którzy byliby tylko narzędziem w rękach ogółu, bo właśnie na tym polega demokracja, która de facto sprawdza się tylko w krajach gdzie społeczeństwo jest mądre i czynnie zaangażowane w losy ojczyzny – niestety takiego społeczeństwa w Polsce nie uświadczy. Więc po co nam ta obłuda? Narzekają, kręcą nosem i kłócą się między sobą rządzący jak i rządzeni – chaos, w którym giną dobre zamiary. Co zrobić by uleczyć tą chorą sytuację – nauczyć całe społeczeństwo jak być szlachetnym, odpowiedzialnym, dobrym i mądrym czy może znaleźć jednostkę która będzie posiadać te cechy? Historia niesie odpowiedź, kiedy podczas złotego wieku król głosił “l’État c’est moi” a szlachta nie krzyczała jeszcze “liberum veto“.
Nowa flaga Kaczyńskiego.
Nieudolne rządy, milionowe długi, prawne absurdy, życie poniżej standardu i inne narodowe ekscesy, które doskonale opisuje autentyczny artykuł z francuskiej gazety…
” Polska.
Oto znajdujemy sie w świecie absurdu.
Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3 mieszkaniec ma 20 lat.
Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik.
Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny (!) trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy a obcy kapitał sie pcha
drzwiami i oknami.
Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu.
Kraj,w którym rządzą byli socjaliści, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy (!)
Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami.
Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku,
ekspedientem po niemiecku a ministrem lub jakimkolwiek urzędnikiem państwowym tylko za pośrednictwem tłumacza.
Polacy..! Jak wy to robicie?”
Cóż więc się dziwić, że Polak szczęścia szuka za granicą… kiedy nawet Zygmunt ze swojej kolumny ucieka.